V: Błąd
Choć jeszcze chwilę temu Rin czuł się wyczerpany, widok groźnej postaci zawieszonej tuż nad nimi sprawił, że ogarnęły go nowe siły i natychmiast odruchowo osłonił Kaylę ramieniem.
Nie wiedział, na ile wystarczy mu nowego zapału, jednak jeśli walka nie była jeszcze skończona, miał głęboką nadzieję, że tym razem to Heiner i Min-su będą w niej przewodzić.
Heiner ścisnął pilot w dłoni, by skierować go w stronę lewitującej postaci.
– Ach, to nic nie da – skomentował metaliczny mężczyzna, uśmiechając się nienaturalnie szeroko. – Nie macie nade mną kontroli, jestem czymś więcej niż postacią pochodzącą ze świata waszej gry!
– Czym jesteś? – zawołała Min-su, zaciskając pięści w walecznej pozie.
Mężczyzna zacmokał, podrzucając bryłkę fluksflorytu, a zaraz potem założył jedną nogę na drugą tak, jak gdyby usiadł na niewidzialnym lewitującym krześle. Jego sylwetka falowała nieco w powietrzu, a różne punkciki na jego ciele na chwilę zanikały i pojawiały się z powrotem. Mógłby być hologramem, jednak najwyraźniej to jego ciało składało się z czegoś podobnego projekcji.
– Właśnie o tym mówię, Min-su – westchnął robotycznym głosem. – Możecie mnie nazywać czymś… usterką, błędem, glitchem… Ale ja już nie jestem tylko tym. Jestem czymś… a właściwie kimś o wiele bardziej złożonym – oznajmił, przekładając nogi miejscami i szczerząc połyskujące zęby w uśmiechu.
– A możesz jednym zdaniem? – odparła Kayla, zirytowana i zmęczona.
– Och, ale po co miałbym tak szybko kończyć nasze spotkanie, skoro tak długo na nie czekałem? – zaśmiał się, przelatując bokiem bliżej niej, na co Rin odsunął ją głębiej za siebie. – Nie musisz tak jej chować… nic wam nie będzie. Nie dzisiaj.
Zachichotał i pofrunął wyżej, pozostawiając za sobą na moment zawieszone lazurowe światło. Heiner mrużył oczy, śledząc pilotem jego ruchy, w każdej chwili gotowy, by wycelować.
– Myśleliście, że to będzie takie proste, tak? Cyk jednym guzikiem i po sprawie? – kpił mężczyzna, wciąż się przemieszczając. – Może i by zadziałało… ale dawno temu. Teraz jest już za późno.
– Czy to ty sprawiasz, że świat wirtualny przenika do rzeczywistości? – spytał ostrożnie Heiner, nie opuszczając pilota.
– Można by dyskutować… – zamyślił się, podpierając podbródek dłonią. – To wy daliście mi życie, a ja bez was nic bym nie zdziałał, więc, czy można powiedzieć, że to rzeczywiście ja jestem sprawcą? – zapytał ironizowanym tonem, przyciskając otwartą dłoń do piersi. – Kiedy dzieło staje się samowystarczalnym tworem, żyjącym własnym życiem? A kiedy wciąż jest za nie odpowiedzialny autor? To ciężkie pytania, Heinerze. Sądzisz, że jestem już na tyle rozwinięty, by na nie odpowiedzieć? Jeśli tak, to pewnie skłaniałbym się ku pierwszej opcji.
– Co masz na myśli, mówiąc, że to my ciebie stworzyliśmy? – dopytał Heiner.
Nieznajomy zawirował w powietrzu, uśmiechając się obłędnie, a następnie strzepnął z dłoni trzymany wcześniej fragment fluksflorytu.
– Nawet rozmawiasz ze mną jak z człowiekiem – skomentował. – Tak bardzo chcesz przenieść odpowiedzialność na mnie, prawda? Cóż, domyślam się, że wcale nie zamierzaliście mnie stworzyć. Po prostu pojawiłem się tak jak każdy inny błąd. Błędy nie są waszym celem, nie są zamierzone, jednak to wy je wywołujecie, czy tego chcecie czy nie.
Zaraz potem, jakby na dowód swoich słów, sylwetka tajemniczego jegomościa znów zamigotała, a jego śmiech stał się na moment przerywany i zniekształcony.
– Twierdzisz, że jesteś błędem powstałym przy naszej pracy nad grą? – upewnił się Heiner, choć jego głos zdradzał wyraźne niedowierzanie.
– Spodziewałem się, że nie będziecie chcieli się do mnie przyznać. Nikt nie lubi przyznawać się do błędów, co nie? – westchnął, unosząc ręce. – Nie nadaliście mi nawet porządnego imienia. Ludzie nazywają wszystko, nawet nieożywione materie. Błędy też mają swoje nazwy… a ja? Zostałem zapomniany! Myśleliście, że naprawiliście mnie… ach tak, powinienem rzec: usunęliście mnie tak szybko, jak się pojawiłem, więc nie było potrzeby mnie nazywać?
Kayla rozszerzyła oczy w osłupieniu, zastanawiając się, czy naprawdę przemawia do niej wysoko rozwinięty błąd w kodzie. Co prawda sztuczna inteligencja była wszechobecna prawie na całym świecie i nadal rozwijała się dynamicznie, lecz nigdy jeszcze o czymś takim nie słyszała. Fascynacja takim zjawiskiem chwilowo wyparła jej zmęczenie i chęć jak najszybszego powrotu do domu.
– Posłuchaj mnie… błędzie – zaczął spokojnie Heiner, konsternując się na własne słowa – przykro mi, ale nie mam pojęcia, o czym mówisz. Czy moglibyśmy przenieść się do siedziby firmy i zbadać cię dokładnie? Skoro pojawiłeś się przy pracy nad kodem, któryś z programistów powinien cię rozpoznać lub kojarzyć, do jakiego tematu byłeś przypisany.
Błąd wybuchł jadowitym śmiechem.
– To komiczne! Czy wy go słyszycie, moi superbohaterowie? – zawołał do Rina i Kayli, nachylając się bliżej nich. – Sądzę, że jestem niemałym zdumieniem i sam Heiner do końca we mnie nie wierzy, a mimo to rozmawia ze mną tak uprzejmie! Ale to wymuszona uprzejmość… Tak, dla ciebie, dla was wszystkich jestem tylko dawno zamkniętym tematem do naprawienia. Do usunięcia.
Rin westchnął w duchu. Nie pomyślałby, że ożywione błędy mogą być tak pretensjonalne i pasywno-agresywne. Nie miał najmniejszej ochoty na terapeutyczną rozmowę z usterką, a programistów z GimGames poznał zaledwie jakąś godzinę temu. Czuł się, jak gdyby uczestniczył w jakimś rodzinnym sporze zupełnie przypadkowych osób.
– Słuchaj no, panie Glitch… – wtrąciła Min-su, ewidentnie na skraju cierpliwości. – Wiesz, ilu ludzi pracuje nad tą grą? Błędy ciągle powstają, są naprawiane, wracają… taka kolej rzeczy! Dlaczego unosisz się na nas z pretensjami, skoro nawet nie dałeś nam szansy dowiedzieć się o twoim istnieniu? Odpowiedz na pytanie: czy to ty przyzwałeś tu Anemone?!
Błąd odleciał od niej, chichocząc przerywanym, zdeformowanym głosem, po czym zatrzymał się nad Anemone wciąż leżącą bezwładnie na ziemi.
– Tak reagujecie, dowiadując się, że wasze dzieło wymknęło się spod kontroli? Jesteście… gniewni? Nie przerażeni? – spytał, przechylając lekko głowę na bok. Z jego karku trysnęły piksele, które natychmiast rozpłynęły się w powietrzu. – Myślałem, że strasznym okaże się wizja, że w prawdziwym życiu ludzie również dostają supermoce, którymi mogą krzywdzić innych… Nie rozumiem ludzkich emocji w pełni, może strach i gniew się ze sobą łączą? Cóż, chętnie się tego przekonam… badając wasze reakcje w kolejnych bitwach!
– Kolejnych? Chyba nie mówisz, że… – urwał Heiner, opuszczając nieco pilot z oszołomienia.
– Och, teraz widzę strach! – zaszczebiotał Glitch, wyraźnie zadowolony. – Tak, tak! Bądźcie gotowi w każdej chwili, gromadźcie bohaterów… wkrótce kolejni złoczyńcy wypłyną z waszego wirtualnego VILLAINAR wprost do realnego świata! Będziemy się wyśmienicie bawić, wasze siły kontra moje!
– Hej, to żadna zabawa! – wrzasnęła Kayla, pokazując zniszczenia wokół. – W tym budynku było mnóstwo ludzi… mogli zginąć!
Błąd podfrunął bliżej niej z zaciekawieniem.
– A czy gdyby to była gra online, obchodziłoby cię to? – zapytał, szczerząc zęby. – Gdyby to byli pikselowi ludzie, nic by im się naprawdę nie stało, bo piksele nie mogą odczuwać bólu, prawda? Jednocześnie ludzka rasa jest coraz bliżej tworzenia takich jak ja… „ożywionych pikseli”. Co wtedy? Kiedy będziemy dla was dość dobrzy, byście przestali nas ciągle usuwać i modyfikować? Wy nawet… nie kłopotaliście się, by nadać mi imię.
– Sztuczna inteligencja nie ma uczuć! – krzyknęła Min-su, wymachując rękami w desperackiej złości. – Ludzie ją stworzyli i mają nad nią kontrolę, nie macie układu nerwowego, by cokolwiek czuć!
Błąd wyraźnie się tym poruszył, bo odleciał w jej stronę z szaleńczym spojrzeniem.
– Tak? Twierdzisz, że ja nic nie czuję? Twierdzisz, że masz… nade mną kontrolę? – zakpił zniekształconym głosem, a zaraz potem zaniósł się śmiechem.
– Dosyć, nie będziesz nas terroryzował! – prychnął Heiner, wreszcie wciskając guzik na pilocie.
Glitch i Anemone znajdowali się na tej samej linii jego celu, a pilot wydał z siebie smugę światła skanującą ich sylwetki. Anemone zmieniła się w stertę pikseli, by za chwilę zostać wciągnięta przez światło, natomiast Błąd pozostał nietknięty.
Wszyscy spojrzeli na niego wytrzeszczonymi oczami, a ten parsknął następną falą robotycznego śmiechu.
– Jesteście głupcami – rzekł. – Ostrzegłem was, lecz mi nie uwierzyliście. Dobrze więc… niech i tak będzie. Nie bierzecie mnie na poważnie, więc zobaczymy się kiedy indziej. Oby tylko nikt przez was… nie zginął.
Heiner wciskał desperacko pilot, próbując pochwycić Błąd, jednak ten tylko otoczył się cząstkami fluksflorytu pojawiającymi się nagle znikąd i rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając za sobą jedynie bladą smugę lazurowego światła i dudniący w uszach pogłos jego metalicznego rechotu.
Rin i Kayla zostali bezpiecznie przetransportowani teleporterem do siedziby GimGames, a bariera ochronna otaczająca wieżowiec oraz plac przed nim została zdjęta. Na miejsce przysłano służby specjalne w celu jak najsprawniejszego zabezpieczenia obszaru i przystąpienia do naprawy szkód.
Rin niezbyt dobrze zniósł kolejną teleportację, do czego przyczyniło się również wyczerpanie walką. Nigdy by nie przypuszczał, że jego pierwsza wizyta w centrali GimGames, poznanie ich prezeski oraz wszystkich innych ludzi, dzięki którym powstała jedna z jego ulubionych gier online, rozpocznie się pilną wizytą w toalecie i wymiotowaniem.
„To musiało się tak skończyć…” – pomyślał gorzko Rin, płucząc gardło wodą z umywalki, by pozbyć się nieprzyjemnego posmaku.
Gdy wyszedł z toalety, pod drzwiami zastał Kaylę, co wprawiło go w ogromne zakłopotanie. Czy ona słyszała, do czego doszło za tymi drzwiami?
– Hej, żyjesz, Rain? – spytała ze zmartwieniem, przyglądając mu się badawczo.
Uśmiechnął się wstydliwie.
– Wszystko dobrze, Blaze! – odparł. – Och… Wybacz, nie jesteśmy już na polu walki. Jestem Rin – przedstawił się.
– Kayla – odpowiedziała, rozweselając się i wyciągając dłoń w jego kierunku.
Odwzajemnił jej promienny uśmiech i delikatnie ścisnął jej dłoń na przywitanie. Nigdy nie wiedział zbyt wiele o KayKay, ale lubił z nią rozmawiać przez Internet i samo poznanie jej w prawdziwym życiu było dla niego sporym wydarzeniem, nie wspominając już o nieprawdopodobnych okolicznościach tego spotkania.
Ku jego zdziwieniu, Kayla nie pozwoliła mu zabrać dłoni, a wręcz zacisnęła ich ręce jeszcze mocniej.
– Chodź, mamy poznać samą Ha-yun Gim! – zawołała ochoczo, pociągając go za sobą.
Nie mógł powstrzymać uśmiechu. Dokładnie taka wydała mu się przez Internet – pełna energii, ciągle gnająca naprzód.
Zza zakrętu w długim minimalistycznym korytarzu wyłoniła się Min-su.
– Och, no ileż można na was czekać? – prychnęła. – Biegacie po centrali za rączkę jak dzieciaki… ile wy macie lat?
– Hej, co ty dla nich taka surowa? – obruszył się mężczyzna w średnim wieku, wychodząc z oszklonego pomieszczenia wyglądającego na salę konferencyjną. – Ta dwójka właśnie uratowała ludzi z biurowca przy Grand Street i przechodniów z Lower Square! Trochę wyrozumiałości!
Min-su zlustrowała ich nieprzychylnie.
– Tyle przygotowań… a oni ściągają przypadkowych graczy – westchnęła.
– Oj, nie dąsaj się już – zaśmiał się mężczyzna, klepiąc ją po ramieniu. W drugiej ręce trzymał kubek do połowy wypełniony kawą, której aromat spowodował tęskne spojrzenia zarówno Rina jak i Kayli. – Zaraz ich odłączą, jeszcze zostaniesz superbohaterką Blaze!
W gabinecie Ha-yun Gim dowiedzieli się jednak, że ich nie odłączą.
Prezeska GimGames pochylała się nad biurkiem ze zmarszczonym czołem. Jej nerwowość wcale nie sugerowała, że mogła zarządzać tak dużą firmą – przynajmniej Rin i Kayla łudzili się, że po tak odpowiedzialnej misji zostaną potraktowani poważnie, chociaż mogli się tego domyślać po tym, jak zostali w to wciągnięci również przez przypadek.
– Jak to nie możecie?... To do końca życia mamy być postaciami z gry? – wychrypiał Rin, czując zimny pot na karku.
Ha-yun oparła się ciężko o biurko, po czym spojrzała na nich zza okrągłych oprawek okularów, przygryzając lekko dolną wargę.
– Będziemy jeszcze próbować – oznajmiła – jednak na ten moment to zbyt ryzykowne. Musimy zbadać, czy to, że w ogóle się tu znaleźliście, jest przypadkiem czy wypadkiem. Musimy… zbadać jeszcze tyle rzeczy! – zawołała nagle, targając swoje włosy i oddychając ciężko.
„Czy ta kobieta jest stabilna psychicznie?” – zmartwiła się Kayla, po czym podsunęła jej szklankę wody stojącą na biurku.
– Dziękuję, serce – westchnęła Ha-yun, unosząc szklankę do ust. Łapczywie wypiła kilka sporych łyków. – Ale będzie dobrze… ogarniemy to! Znacie się z gry, tak?
Oboje pokiwali głowami.
– To mogło mieć wpływ… – zamyśliła się. – Ale jeszcze ten cały Błąd! Co to w ogóle jest? Czy on też was tu ściągnął? Pogrywa sobie z nami… Och, moja głowa! Chcę do domu! Jun-ho na pewno ugotował coś pysznego, a ja nie jadłam dziś nic ciepłego!
– Proszę pani… – wtrąciła nieśmiało Kayla.
– Ach, tak! – opamiętała się Ha-yun, opadając na czarne krzesło obrotowe za biurkiem. – Obawiam się, że odłączenie was może być zbyt niebezpieczne. Po waszej walce w powietrzu naprawdę unosił się fluksfloryt… lub substancja go przypominająca. Co więcej… wy teraz macie go w sobie.
Oboje wydali niemy okrzyk i spojrzeli po sobie.
– Jak to w ogóle możliwe? – spytał Rin, blednąc.
– Usiądźcie, kochani, bo wyglądacie, jakbyście mieli zemdleć… – poprosiła Ha-yun, a oni posłusznie spoczęli w miękkich fotelach po drugiej stronie jej biurka. – Cóż… fluksfloryt nie jest do końca fikcją, jak wam wspomniałam. Moja ciotka Eun-ji pracowała nad nową technologią, a później napisała fabułę HEROLAIN na podstawie swoich odkryć.
– Fluksfloryt naprawdę daje ludziom moce? Były już takie przypadki, gdzie się to udało? – zdumiała się Kayla.
– Ściśle tajne! – zaprotestowała Ha-yun. – No, tak naprawdę to nie było do końca możliwe w prawdziwym życiu, więc zostało zaadaptowane do gry. A jednak sztuczna inteligencja, czy czymkolwiek jest ten cały Błąd, potrafiła to urzeczywistnić… tak jak i samego siebie! Ale to jeszcze do zbadania… och, tyle rzeczy do zbadania, a w domu pewnie czekają na mnie pyszne tteokbokki!
Kayla poczuła uścisk w żołądku, natychmiast myśląc o własnym posiłku, którego nie zdążyła zjeść z mamą. Miała nadzieję, że wszystko z nią w porządku.
– Co zamierzacie z nami zrobić? – spytał Rin, drapiąc się po brodzie. Nie był przyzwyczajony do zarostu, który pojawił się wraz z transformacją w Raina.
– Pokażemy wam, jak znów zmienić się w tak zwane formy cywilne – odpowiedziała Ha-yun, rozmasowując sobie skroń. – Wrócicie do swojego życia, a my dołożymy wszelkich starań, by was odłączyć. Jednak jeśli nam się nie powiedzie, a Błąd znów zaatakuje… będziemy musieli was wezwać.
Rin poczuł, jak coś w jego środku wywraca się do góry nogami.
– Niemożliwe… mamy znów walczyć? Przecież… możemy zginąć! – obruszył się. – Lub, co gorsza, przez nas zginą niewinni ludzie, których nie zdołamy ocalić…
– Nie jestem pewna, czy w tej sytuacji istnieje „gorsza” opcja – wtrąciła Kayla.
– Nie możecie stworzyć nowych Blaze i Raina? – ciągnął Rin, brzmiąc coraz bardziej desperacko. – Albo przyłączyć Bolta lub Siren?
Ha-yun pokręciła głową ze zmęczonym uśmiechem.
– Przykro mi… Długo pracowaliśmy, by stworzyć awatary Raina i Blaze z bezpieczną możliwością przejęcia ich – wyjaśniła. – Stworzenie nowych może zająć zbyt wiele czasu… oczywiście będziemy nad tym pracować, jednak obawiam się, że mamy na razie zbyt wiele niewiadomych, by sprawnie rozwiązać wszystkie kwestie. Będziemy pracować pilnie nad wszystkimi zagadnieniami, ale nie mogę obiecać, co uda nam się rozwiązać jako pierwsze.
– Pani Gim – odezwała się Kayla, jednak ta przerwała jej, unosząc dłoń.
– Wystarczy Ha-yun, przejdźmy sobie na ty! – zaproponowała.
– Dobrze, Ha-yun… – poprawiła się Kayla, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, jak szybko jej rozmówczyni zmieniała nastawienie z rozpaczliwego do ochoczego. – Czy otrzymamy wsparcie na wypadek kolejnych ataków? I czy możemy mieć pewność, że nakładane przez was bariery ochronne skutecznie powstrzymują ataki z pola bitwy przed wydostaniem się na zewnątrz?
– Oczywiście, Kayla! Wiem, mieliśmy wam pomóc szybciej, jednak jak zwykle nic nie działało tak, jak powinno… Cóż, można powiedzieć, że byliście naszymi beta-testerami, prawda? – próbowała zażartować, lecz najwyraźniej nikomu nie było do śmiechu. – Ale nie martwcie się, mamy prężny zespół doświadczonych programistów i stażystów gotowych na nowe wyzwania!
– Stażystów… – powtórzył Rin, nie ukrywając zaniepokojenia.
– Och, zdziwiłbyś się, co niektórzy z nich potrafią! – żachnęła się Ha-yun. – Czekaj, aż zobaczysz Marka w akcji, to nasza bestia!
– Hm, może to nie jest odpowiedni moment, ale… – zabrała głos Kayla – jeśli udałoby się nas odłączyć, to mogłabym aplikować do państwa na staż?
Rin przyjrzał jej się z zaintrygowaniem. „To się nazywa chwytanie okazji!” – pomyślał, uświadamiając sobie, że w końcu właśnie rozmawiali z samą prezeską GimGames.
Ha-yun się roześmiała.
– No tak, Kayla, studiujesz programowanie i chcesz zostać projektanktą gier, prawda? Mój zespół w międzyczasie się nieco o was dowiedział, ponieważ potrzebowaliśmy was zidentyfikować – wyjaśniła. – Osobiście nie widzę przeszkód. To znaczy, poza oczywistym złączeniem was w awatary Raina i Blaze… ale jeśli to wszystko się wyjaśni, zapraszam do aplikacji!
– Obrotna jesteś – skomentował Rin, patrząc na Kaylę z podziwiem.
Poczuła, że się rumieni.
– Pewnie ma to we krwi, prawda? – odparła Ha-yun. – Twoja matka jest prezeską Trendielle, zgadza się?
Kayla spojrzała na nią ze zgrozą.
– T-tak… – przyznała, zdenerwowana, że Ha-yun wyjawia jej tożsamość z taką beztroską.
Zerknęła ukradkiem na Rina, obawiając się jego reakcji, lecz ten tylko lekko zmarszczył czoło, przez co właściwie nie wiedziała, czego się spodziewać.
– Uwielbiam tam kupować, macie świetne ubrania! – zaszczebiotała Ha-yun, niepowstrzymana w swoim, najwyraźniej, polepszonym nastroju.
Twarz Rina się rozjaśniła, co nie umknęło jej uwadze.
– Rin, nie kojarzysz Trendielle? – spytała zdziwiona Ha-yun.
– Przepraszam… – zakłopotał się. – To jakiś większy sklep?
Ha-yun się roześmiała, a Kayla spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Och, to tylko jedna z najpopularniejszych marek odzieżowych w Amiaferze i poza nią, nie przejmuj się! – odparła ironicznie.
– Wybacz – odrzekł w stronę Kayli, speszony.
– Nic nie szkodzi! – zapewniła zupełnie szczerze.
Tego się nie spodziewała, jednak nie miała jeszcze pewności, że Rin nie zacznie jej przez to traktować inaczej.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, na co Ha-yun wcisnęła jakiś przycisk na swoim biurku. Na drzwiach pojawił się hologram ukazujący sylwetkę Heinera.
– Proszę! – zawołała Ha-yun, gasząc hologram.
Heiner wkroczył do gabinetu z plikiem dokumentów w ręce.
– Umowy gotowe – oznajmił, kładąc papiery na blacie biurka.
– Świetnie! – ucieszyła się, po czym ponownie zwróciła się w stronę Rina i Kayli – Proszę w wyznaczonym miejscu czytelnie imię i nazwisko z dzisiejszą datą.
Oboje spojrzeli po sobie, zmieszani.
– Nie rozumiem… co to jest? – zdziwiła się Kayla.
Rin przeskanował wzrokiem dokumenty.
– Czy ty chcesz… podpisać z nami umowę? Przecież nie będziemy ciągle się przemieniać, zostaliśmy tu przysłani przez przypadek! – zaprotestował.
Ha-yun wyciągnęła w jego stronę holopis.
– Owszem, jednak nie wiemy, jak długo potrwa odłączanie was – przypomniała, wzruszając ramionami. – Przypadek czy nie, wykonaliście dla nas zadanie i zostaliście wtajemniczeni w sprawy firmy. Och, i jeszcze parafka na każdej stronie!
Komentarze
Prześlij komentarz