III: Misja dla początkujących

Rin spodziewał się chyba wszystkiego poza wielką kobiecą głową.

Był to hologram kobiety wyglądającej na trzydzieści-kilka lat, wybałuszającej na niego swoje ciemne oczy zza okrągłych oprawek okularów. Czarne włosy spływały jej na ramiona w nieładzie, jak gdyby często przeczesywała je niedbale palcami. Po chwili odsunęła się nieco, wciąż jednak marszcząc czoło i mrużąc oczy. 

– Heiner, to na pewno jest żywy człowiek, nie? – odezwała się, nie odrywając wzroku od Rina. – Co my teraz zrobimy?!

Obok kobiety pojawił się mężczyzna ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy. Był raczej w średnim wieku; miał siwiejące rude włosy przystrzyżone po bokach głowy oraz ciemnoniebieskie oczy o przeszywającym spojrzeniu. Na jego prawym policzku widniała podłużna blizna. Pociągnął nosem, poprawiając oprawki okularów.

– Nie znamy konsekwencji rozłączenia go z jego awatarem – odrzekł niskim, głębokim głosem. – Obawiam się, że mamy też zbyt mało czasu, by przemyśleć temat dokładniej. Podłączmy Blaze, może chłopak będzie mógł przeczekać w tym stanie.

– Dobra! – zawołała nerwowo kobieta, po czym odwróciła się w czyjąś stronę. – Min-su, gotowa? Marku, mógłbyś?

– Chwila! – wtrącił Rin, starając się ukryć swoje przerażenie. – Czy mógłbym dostać jakieś wyjaśnienia? Co się dzieje?

Kobieta wydała zduszony okrzyk.

– O kurczaki, on nas słyszy! – pisnęła.

Rin westchnął, pozwalając, by przerażenie ustąpiło na moment zażenowaniu.

– Ekhym… spokojnie, chłopaku, jesteś bezpieczny… Tak mi się wydaje – odrzekła kobieta, unosząc ręce w geście, który chyba miał go uspokoić, jednak tak nie podziałał.

Zanim zdążył zadać kolejne pytanie, usłyszał kolejny męski głos:

– Pani prezes, jest problem… nie mogę podłączyć Blaze. Sorry, Min-su, twoje miejsce chyba też ktoś już zajął.

Kobieta najwyraźniej dostrzegła coś na ekranie, bo zaczęła nerwowo klikać przyciskiem myszy i zawołała z oburzeniem:

– Nie no, kolejna?! 

Powietrze obok Rina zafalowało i nagle stanęła tam dziewczyna ubrana w nieco zmodyfikowany strój Blaze. Wyglądała na równie zmieszaną co on. Nie wiedział, czy to dlatego że oboje utknęli w tej przedziwnej sytuacji, ale nagle poczuł ochotę objąć ją ramieniem i uciec z tego szalonego snu. Odwrócił od niej wzrok w zakłopotaniu, jakby bojąc się, że jeszcze chwila i naprawdę by to zrobił. 

Kayla natomiast zlustrowała go wzrokiem od góry do dołu i poczuła, że się rumieni. Ten chłopak był znacznie przystojniejszy od Raina, a dodatkowo spojrzał na nią z taką troską, że nie miałaby nic przeciwko, gdyby przyszło jej tu z nim utknąć. „Nie, chwila, miałabym coś przeciwko!” – zaperzyła się od razu we własnych myślach, jak gdyby przestraszyła się, że ta przelotna myśl miała moc sprawczą. „W domu czeka na mnie makaron z sosem dyniowym, i mama, i moje życie!”

Zaraz potem zorientowała się, że przed nimi wyświetlał się hologram jakichś ludzi rozmawiających ze sobą nerwowo. Ukazywał tylko dwie postaci, jednak po stłumionym gwarze można było wywnioskować, że mężczyzna i kobieta znajdowali się w pomieszczeniu z większą ilością osób.

– Przepraszam, ale co się tu, do cholery, dzieje? To jakiś sen czy hardkorowa aktualizacja HEROLAIN? – spytała Kayla, opierając dłonie na biodrach.

Rin spojrzał na nią ponownie i choć nie było mu do śmiechu, lekki uśmiech sam wcisnął mu się na usta.

– Wyjaśnijmy dzieciakom sytuację. Mamy coraz mniej czasu, a trzeba działać – poradził mężczyzna. 

Kobieta w okularach podrapała się po czole i z impetem odgarnęła kosmyki grzywki na bok.

– Nazywam się Ha-yun Gim i jestem prezeską GimGames – zaczęła opanowanym już głosem. – Zorganizowaliśmy tę akcję, by sprowadzić dwie osoby z naszego zespołu w świat gry HEROLAIN, a potem znów do naszego świata. To tajna technologia na podstawie rozwijającej się teleportacji, jest przetestowana i bezpieczna. Dodatkowo jako programiści jesteśmy w stanie monitorować wasze ruchy w tych postaciach oraz wam pomagać. Zostaliście wcieleni w awatary Raina i Blaze, a to dlatego że… hm, potrzebujemy ich mocy w prawdziwym życiu.

Zrobiła krótką przerwę, jakby wahała się, w jakie słowa powinna ująć dalszą wypowiedź. Po chwili spojrzała na nich bardzo poważnie, co kontrastowało z jej początkowym rozbieganym spojrzeniem.

– Dzieje się coś dziwnego. Nie jesteśmy pewni, czy nasza technologia przenoszenia wirtualnej rzeczywistości do naszego świata nie wyciekła, bo w Amiaferze od jakiegoś czasu pojawiają się obiekty z naszej gry, a od niedawna również postaci. Niestety… są to postaci złoczyńców z VILLAINAR. 

Z każdym kolejnym zdaniem Rin i Kayla czuli, jak miękną pod nimi nogi.

– J-jak to w ogóle możliwe? – odezwał się Rin chrapliwym głosem. – I skąd macie pewność, że to akurat te same postaci?

– Pamiętacie tamto tajemnicze zawalenie się biurowca sprzed dwóch tygodni? Wina spadła na architekta i ekipę budowlaną, ale wykryliśmy tam coś, co jest nam dobrze znane, a co nie powinno się tam znaleźć… ślady fluksflorytu

Rin spojrzał na Kaylę, która tak samo jak on wybałuszała oczy w niedowierzaniu.

– Technologia, którą testowaliśmy od lat w tajemnicy, opiera się właśnie na przeniesieniu fluksflorytu do naszego świata. To surowiec łączący wirtualną i rzeczywistą przestrzeń. Dodanie go do technologii teleportacji umożliwiło przeniesienie was w to miejsce, gdzie właśnie się znajdujecie. To, co wiruje wokół was, jest prawdziwym fluksflorytem.

– Chwila, chwila… – wtrąciła Kayla, czując, jak zaczyna jej się kręcić w głowie. – Jakim cudem wyjęliście fluksfloryt z gry? Czy do tego też nie powinniście użyć fluksflorytu?

– Nie możemy wam zdradzić dokładnej procedury – odrzekł mężczyzna wcześniej nazwany Heinerem. – Mogę wam jednak powiedzieć, że nasza poprzednia prezes stworzyła w laboratorium substancję podobną do fluksflorytu. W końcu to ona wymyśliła całe uniwersum HEROLAIN, a koncepcja fluksflorytu towarzyszyła jej nie tylko w kontekście gry. Jest również utalentowaną wynalazczynią.

– Tak, tak, ciocia jest niesamowita i w ogóle… – mruknęła Ha-yun. – Ale wracając, nowa substancja pozwoliła jej na rozpoczęcie wydobywania fluksflorytu ze świata gry. Po jej ustąpieniu ze stanowiska kontynuowaliśmy badanie tej technologii w ściśle tajnej procedurze. Nie wiemy, czy to, co się dzieje, jest czyimś celowym działaniem, czy też efektem ubocznym… działanie fluksflorytu w naszym świecie jest jeszcze nieznane i dosyć… ryzykowne.

Przełknęła ślinę, pochmurniejąc na chwilę, najwidoczniej mając na myśli konkretny i niezbyt wesoły przykład, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Rina i Kaylę.

– Pani prezes, cel ruszył na miejsce! – odezwał się głos chłopaka, który najprawdopodobniej był wcześniej wspomnianym Markiem. 

– Już?! Nie zdążyłam jeszcze-... ach, ile mamy czasu?!

– Jakieś 10 minut, zanim znajdzie się w punkcie.

– Dobra, skupcie się… – westchnęła Ha-yun. – Odnalazłam wasze identyfikatory… oboje jesteście naszymi graczami, rin_rain27 i its_kaykay. Witajcie na pokładzie!

Oboje osłupieli i przyjrzeli się sobie nawzajem. 

– To naprawdę ty?! – wykrzyknęli jednocześnie.

– Och, znacie się z gry? Wyśmienicie, już umiecie ze sobą współpracować!... Och, jednak nie, Rain jest dopiero na… 12 poziomie?! Od… jak dawna?! Pff, jesteśmy zgubieni…

– Ha-yun! – fuknął na nią Heiner.

– Uhm, żarcik? – zaśmiała się nerwowo, wciąż nie brzmiąc przekonująco. – Chwila, teraz zauważyłam, że nasza Blaze jest twórczynią modyfikacji… No tak, masz na sobie, jak mniemam „ulepszony” strój? Nawet nie daje ci dodatkowych zdolności, po prostu ma inny design! Nasz pewnie był zbyt nieciekawy? – prychnęła z lekką urazą.

– Och, myślałam, że pozwalacie na modyfikacje i współpracujecie z ich twórcami? Tak, jak ciągle o tym trąbicie w social mediach… – żachnęła się Kayla.

– Drogie panie, przypominam, że nie mamy na to czasu – wycedził Heiner, łapiąc się za czoło.

– Dobra, jeszcze sobie o tym porozmawiamy… W każdym razie, Rain, Blaze, za chwilę przeniesiemy was w miejsce, gdzie pojawi się złoczyńca z VILLAINAR. Nie wiemy, jakie ma zamiary, może was zaatakować.

– Super – mruknął Rin. – Wiemy chociaż, kto to będzie?

– Według naszych danych zarówno za zawaleniem się tamtego biurowca oraz za tym, co nastąpi za moment, odpowiedzialna jest postać o identyfikatorze Anemone.

– Och… super – powtórzył Rin, załamując ręce.

– No co ty, ona naprawdę nie jest aż tak trudnym przeciwnikiem… – zaperzyła się Kayla. – Chociaż… w prawdziwym życiu może być większym wyzwaniem, skoro doprowadza do zawalenia się budynków. Czy wy posyłacie nas na pewną śmierć?!

– Dzięki fluksflorytowi zdobędziecie umiejętności waszych postaci. Dodatkowo będziemy wspierać was kodowaniem – wyjaśniła Ha-yun. – Tak, jak nasza Blaze odnalazła swoją modyfikację, by zmienić strój, tak my również w pewnym stopniu możemy wpływać na rzeczywistość z naszego stanowiska. Kodowanie w prawdziwym życiu, prawie jak magia!

– Bawiłoby mnie to bardziej, gdybym to ja teraz siedziała za biurkiem… – mruknęła Kayla.

– Wasza przeciwniczka pojawi się… gdzie to będzie, Marku?

– Hucanoon, Grand Street 65.

Kayla poczuła w piersi falę gorąca. 

– Mama… – wychrypiała cicho i ledwie zrozumiale.

Rin się zaniepokoił, ale nie zdążył spytać, co znajdowało się w tej lokalizacji.

– Dobra, gotowi? Spróbujcie powstrzymać Anemone, my będziemy was ochraniać kodowaniem i przyślemy wam naszych ludzi, by ją uwięzić. Obezwładnijcie ją, a będziemy mogli ją zabrać. Teleportuję was za 3… 2… 1.

Nie byli ani trochę gotowi, ale jaskrawe światło zdążyło już ich połknąć.


Kayla miała za sobą już nie jedną teleportację, jednak przechodzenie między światami było jak materializowanie się na nowo. Niemal czuła każdą molekułę w jej ciele kształtującą jej sylwetkę, jak gdyby ktoś poskładał ją z klocków LEGO. 

Znaleźli się przed biurowcem, w którym mieściło się biuro Trendielle, gdzie matka Kayli prowadziła kolejne spotkanie z klientem. Przed budynkiem znajdował się niewielki plac z fontanną, donicami oraz drzewami ozdobnymi. Jedni przewijali się przez cały plac, zajęci swoimi sprawami, inni odpoczywali na placowych ławkach. Niektórzy zwrócili uwagę na przybyłą znikąd dwójkę młodych ludzi przebranych za postaci z gry, a jeszcze inni albo uznali, że to nie ich sprawa, albo nawet ich nie zauważyli.

Rin teleportował się po raz pierwszy w życiu, co dały mu dosadnie odczuć uciążliwe nudności i zawroty głowy. Po wylądowaniu u celu natychmiast padł na czworaka i zaczął ciężko oddychać, żeby świat wokół niego przestał wirować. Kayla kucnęła tuż obok, wydając zduszony okrzyk.

– Rin, czy oni cię zabili?! Zostań ze mną! – zawołała dramatycznie, chwytając go za ramiona.

Jego objawy nagle przestały mieć znaczenie, bo to, co powiedziała, zażenowało go do tego stopnia, że po prostu musiał unieść głowę i spojrzeć na nią z politowaniem.

– Czy ja ci wyglądam na nieboszczyka? – prychnął, ale zaraz tego pożałował, gdy poczuł silny ścisk w żołądku. – Och… oooch, niedobrze…

– Szybko, celuj w zielone! – rozkazała Kayla, obracając go w stronę pięknej miejskiej donicy, co tylko sprawiło, że wszystkie wnętrzności zaczęły podchodzić mu do gardła.

– Co tu się dzieje?! – fuknął na nich męski głos.

Stanął przed nimi policjant, który musiał wyraźnie się zaniepokoić na widok dwójki podejrzanych przebierańców zamierzających złamać przepis widniejący na tabliczce z jaskrawym napisem: SZANUJ ZIELEŃ!

– On… ma chorobę lokomocyjną. Którędy na konwent fanów HEROLAIN, panie władzo? – zaszczebiotała niewinnie Kayla, wyszczerzając zęby w ujmującym uśmiechu.

Nie zdążył jej odpowiedzieć, bo właśnie wtedy rozległ się potężny huk, a ziemia zaczęła się trząść. Niewidzialna siła wstrząsnęła przestrzenią tak, że Kayla puściła Rina i upadła na chodnik, policjant uderzył głową o drzewo i utracił przytomność, a Rin wpadł głową w donicę i z wrażenia połknął wszystko, czym miał przed chwilą zamiar udekorować miejską zieleń. Przechodnie na ulicy krzyczeli i panikowali, sami tracąc równowagę. 

Jesteśmy z wami! – Rin i Kayla usłyszeli w swoich głowach głos Ha-yun. – W powietrzu kłębi się fluksfloryt, z którego zaraz wyłoni się Anemone. Kolejny odrzut spowodujemy my, trzymajcie się mocno!

Kayla bardzo chciała zakrzyknąć: „czego, do cholery, mamy się trzymać?!”, lecz zamiast tego w pośpiechu złapała półprzytomnego Rina i chwyciła się latarni ulicznej, mając nadzieję, że ich utrzyma. Zaraz potem w biurowcu rozbrzmiał alarm ewakuacyjny i z budynku wylały się tłumy panicznie rozbieganych ludzi, próbujących znaleźć schronienie przed wstrząsami. Kayla nerwowo szukała wzrokiem matki, ale wtem potężne uderzenie odrzuciło z okolicy wszystkich poza nią i Rinem. 

Otoczyliśmy was barierą, przez którą nie będzie was widać ani nikt nie będzie mógł się przebić – wyjaśnił głos Ha-yun. – Na polu walki jest tylko wasza dwójka i Anemone.

Powietrze zaiskrzyło lazurowym światłem, z którego uformowała się kobieca sylwetka. Postać miała na sobie zwiewną sukienkę z koronką oraz długie włosy spięte w dwa kucyki. Bez wątpienia była to Anemone, zupełnie taka jak w grze. Lewitowała parę metrów nad ziemią, a gdy dostrzegła Rina i Kaylę, uśmiechnęła się i rozłożyła ręce. Zakręciła się wokół własnej osi, by zaraz potem zacząć pojawiać się i znikać, wstrząsając budynkiem, z którego posypał się tynk.

– Laska ewidentnie nienawidzi korpo – mruknęła Kayla, po czym puściła latarnię i postawiła Rina na nogi. Jego twarz zaczęła już odzyskiwać kolory. – Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej, mordo, bo zaraz zostaniemy zmiażdżeni gruzami, jeśli czegoś nie wymyślimy.

Rin ocknął się z szoku i napiął mięśnie, patrząc, jak Anemone demoluje okolicę. Pociągnął Kaylę za sobą, chowając ich za samochodem dostawczym zaparkowanym w pobliżu sklepu spożywczego. 

– Musimy jakoś użyć naszych mocy… obezwładnijmy ją, zanim dotrze nasza pomoc.

– Mam ją… podpalić? Bardzo bym chciała, ale obawiam się, że mogę tym samym spalić samą siebie i wszystko wokół…

ŁUP! Kawał ściany oderwał się od budynku i upadł z pięć metrów od nich, wbijając się w asfalt.

– Dobra, możemy zaryzykować spaleniem miasta! – pisnęła Kayla, stając na równe nogi i odskakując od samochodu. – Halo, pani Gim, mam nadzieję, że pokryjecie szkody! A teraz powiedzcie, jak niby mamy użyć naszych mocy?

Poczuj energię przepływającą przez twoje ciało i wywołaj ogień! Może pomóc, gdy wypowiesz nazwę umiejętności.

– Och, bardzo pomocne. Uważacie, że pamiętam te nazwy, a raczej nie klawisze, pod którymi ich używam?!

Rozległ się kolejny wstrząs i wszystkie szyby w budynku stłukły się z przeraźliwym hukiem. Rin gwałtownie pociągnął Kaylę za ramię z powrotem do ich tymczasowej kryjówki, chroniąc ją przed pociskiem drobnych kawałków szkła, rozbryzgujących się o bok samochodu. 

– Dobra, dobra, już zmieniam się w postać z anime! – zawołała, zdenerwowana i przerażona. – Jak to było, eee… Płomienny pocisk! – krzyknęła, wychylając pięść zza pojazdu.

Poczuła mrowienie w ręce i przez moment spanikowała, że zaraz całe jej ciało się zapali, lecz zamiast tego z jej dłoni faktycznie wystrzelił ognisty pocisk, trafiając prosto w stojące przed budynkiem drzewo, które zajęło się ogniem.

Anemone spojrzała w jej stronę z zaciekawieniem, a Rin złapał się za głowę i wybiegł z kryjówki. Gwałtownie wciągnął powietrze, po czym krzyknął:

Drip-Drop, wybieram cię!

Nic się nie stało.

– Czy ty właśnie próbowałeś przyzwać jakiegoś wodnego pokémona?! 

– Hej, nie krytykuj mnie, tylko pomóż mi zgasić ten pożar!

Żeby przywołać wodnego ducha, potrzebujesz źródła wody… I zgadzam się z Blaze, nie wołaj Drip-Dropa, jakby był pokémonem. Urazisz go.

– Tak, właśnie o to teraz najbardziej się martwię! – żachnął się Rin, w pośpiechu szukając jakiegokolwiek zbiornika z wodą.

Całe szczęście szybko odnalazł wzrokiem fontannę na placu. Skierował się w jej stronę, uniósł rękę nad wodą i krzyknął:

Drip-Drop, do boju!

Z fontanny wyskoczył dobrze znany mu duch z małymi oczkami i zadartym nosem. Spojrzał na Rina, stając na baczność.

– Drip-Drop jest gotowy! Drip-Drop nie jest pokémonem! – oznajmił na jednym tchu piskliwym głosem rozlegającym się lekkim echem.

– Och, przepraszam za tamto, to mój pierwszy raz… – speszył się Rin. – Mógłbyś, proszę, posłać kilka wodnych kul w stronę tamtego płonącego drzewa i ugasić ten pożar, który zaraz przejdzie dalej?... Proszę?

– Drip-Drop działa! – zasalutował duszek i pomknął gasić płomienie.

Kayla obróciła się w stronę Rina.

– Och, Rin, mógłbyś szybciej wydawać mu rozkazy, proszę?

– Hej, czy przypomnieć ci, kto wywołał ten pożar, proszę?

– Nudzę się! – rozległ się miękki głos Anemone materializującej się tuż nad nimi. – Mieli chyba przysłać tu kogoś, kto naprawdę potrafi walczyć! No chyba że chcecie mi pomóc w zniszczeniu tego miejsca. Nie jestem pewna, co próbujecie zrobić. Wy sami chyba też nie – zachichotała.

– Dobra, wiemy, że na to nie wygląda… ale przybyliśmy tu, by cię powstrzymać! – zawołała Kayla.

– Poddaj się i chodź z nami! – dodał Rin.

Anemone parsknęła śmiechem.

– A może się założymy? Co zniszczę pierwsze, ten budynek czy was dwoje?

Komentarze