II: Kolejna ofiara uzależnienia od gier
Kilka godzin wcześniej KayKay, czyli Kayla Woods, również zaczęła dzień całkiem zwyczajnie.
Obudziła się za pięć ósma, włączyła laptop i zalogowała się na zajęcia rozpoczynające się o ósmej, po czym zasiadła przed biurkiem jeszcze w piżamie, owinięta w koc. Zajęcia odbywały się za pośrednictwem platformy w trybie asynchronicznym. Chociaż Kayla na żywo nie prezentowała się zbyt oficjalnie, jej obraz w kamerce został przekształcony za pomocą sztucznej inteligencji tak, że inni widzieli ją siedzącą przed laptopem z uczesanymi włosami związanymi w kucyk oraz ubraną w granatowy T-shirt z dekoltem w serek, otoczony żółtą obwódką. Na wpół przytomna, jednym uchem słuchała profesora, jednocześnie próbując przypomnieć sobie, co dziś jej się śniło. Zmarszczyła czoło, zdając sobie sprawę, że znów miała koszmar z goniącym ją wielkim lwem. Na myśl o tym, jak we śnie wyrywała się z jego szponów, przeszedł ją dreszcz. Otuliła się szczelniej kocem.
Po porannym wykładzie wylogowała się z platformy i ruszyła do łazienki, do której prowadziły drzwi z jej pokoju. Zdjęła okulary z czarnymi oprawkami, by następnie odłożyć je na półkę nad umywalką i przemyć twarz orzeźwiającą wodą. Zmarszczyła nos, wydmuchując pojedyncze krople, po czym sięgnęła po ręcznik. Lustro ukazało oblicze dwudziestojednoletniej dziewczyny o cynamonowobrązowej karnacji z pieprzykiem nad prawą brwią. Zaspane oczy o brązowych tęczówkach zaczynały nabierać blasku po przemyciu twarzy. Farbowane włosy w miedzianym kolorze zostały rozczesane i związane w kitkę. Kayla poprawiła lekko opadającą na czoło grzywkę i włożyła okulary z powrotem na nos. Uśmiechnęła się dziarsko do własnego odbicia, jak gdyby przeszła restart i dopiero teraz była gotowa zacząć nowy dzień.
Jakiś czas później, ubrana w luźny granatowy T-shirt i legginsy, siedziała na wysokim barowym stołku przy kuchennej wyspie, chrupiąc złocistego tosta z serem, przy czym machała nogami dyndającymi nad eleganckimi marmurowymi płytkami podłogowymi. Słońce wpadało do środka przez rozsunięte żaluzje okienne, ocieplając czystą na połysk kuchnię urządzoną w odcieniach beżu. Nagle rozległ się alarm do drzwi, po czym odezwał się robotyczny głos, który wraz z przedrzeźniającą go Kaylą obwieścił: GABRIELLE wraca do domu.
Chwilę później w domu echem odbił się dźwięk otwieranych drzwi frontowych oraz stukot obcasów. Kayla zaczęła odliczać na głos:
– Trzy... dwa... jeden...
Stukot stał się głośniejszy, a potem ustał.
– Proszę państwa, oto wracająca z ważnej delegacji Gabrielle Abbey-Woods, prezeska Trendielle – super megakorporacji odpowiedzialnej za śliczne designerskie ciuszki! Zróbcie hałas!
Gabrielle westchnęła, kręcąc głową.
– Co ty znów wymyśliłaś, Kayla? – zaśmiała się, odkładając na kuchenny blat białą torebkę wysadzaną srebrnymi ćwiekami.
– Jak było, nowy partner biznesowy zdobyty? Wykupiliście kolejnego biedaka i skolonializowaliście jego fabrykę? – ciągnęła, nachylając się bliżej matki. Jej oczy aż błyszczały, ale Gabrielle nie wydawało się, by naprawdę ją to interesowało. Jej niesforna córka znów chciała coś przed nią ukryć i choć wielokrotnie dawała jej się zwieść, tym razem rozproszyła się przez okruszki opiekanego chleba pozostałe na jej podbródku.
– Później ci opowiem, za godzinę mam spotkanie w biurze – odrzekła zdawkowo, poprawiając elegancką ciemnozieloną sukienkę. – Zamówisz jakieś dobre jedzenie na wieczór?
– Och, mamo, a może coś bym ugotowała? Już dawno niczego dla nas nie przyrządzałam, a mam ochotę na pyszny makaron z sosem dyniowym. Pamiętasz? Tobie też smakował!
Gabrielle uniosła brwi. Przypomniała sobie ten smak, gdy Kayla podała im miseczki z pysznym daniem przygotowanym przez nią z prawdziwą dumą. Jak wspaniale smakował kremowy sos z makaronem, gdy ostatnio beztrosko próbowały obejrzeć wspólnie serial, ale skończyło się na rozmawianiu o wszystkim i o niczym. Minęło sporo czasu, odkąd spędziły miło czas tylko w swoim towarzystwie.
A potem znów spojrzała na okruszki przyczepione do podbródka Kayli. Racja, skup się.
– Jeśli tylko masz ochotę, to jasne – odpowiedziała, nie mogąc zrezygnować z okazji na pyszne danie. – A teraz powiedz, o co chodzi.
– Hm? Co to za pytanie? – obruszyła się Kayla. – Poza tym, nie musisz jechać do biura czy coś?...
Gabrielle zapięła guzik kremowego żakietu i zajęła stolik barowy naprzeciwko córki. Oparła się o blat wyspy kuchennej obiema rękami, pochylając się lekko do przodu. Jej ciemne oczy lustrowały Kaylę z dobrze znaną jej mieszanką troski i kontroli.
– Spokojnie, dopiero wróciłam. Wezmę teleporter tuż przed spotkaniem, mam jeszcze czas – zapewniła.
– To o której masz ten świstoklik?
Gabrielle westchnęła.
– Michaela – odezwała się poważniejszym tonem. Skoro użyła jej pełnego imienia, musiała się już zdenerwować. – Proszę, nie uciekaj od rozmowy. Powiedz mi teraz zamiast bez sensu odkładać coś, co i tak nadejdzie.
Kayla podparła głowę rękoma, co sprawiło, że okruszki po toście spadły z jej podbródka.
– Pamiętasz, że w przyszłym tygodniu miałam iść na spotkanie z tym deweloperem od projektowania stron?... Odwołałam to.
Gabrielle zmarszczyła brwi. Patrzenie jej teraz prosto w oczy było niezmiernie trudne.
– To mój znajomy, który pomógłby ci się rozwinąć i osiągnąć sukces w wymarzonej dziedzinie – wycedziła chłodno przez zęby. – Powiedz mi, że to tylko żart.
– Problem w tym, mamo, że to nie jest moja wymarzona dziedzina. Wiesz o tym. Mówiłam ci wielokrotnie, że najbardziej marzę o projektowaniu gier.
– Gry do niczego cię nie zaprowadzą, a projektowanie stron internetowych jest bardziej uniwersalne. Mogłabyś łatwo nawiązać współpracę z Trendielle i przejąć design naszej strony. Popracowałabyś tylko trochę dla Gusa, by zdobyć doświadczenie, a potem od razu dostałabyś u mnie stanowisko kierownika projektu.
Kayla westchnęła cicho. Męczyła ją myśl, ile razy przeprowadzała z mamą tę rozmowę.
– Doceniam twoją pomoc, mamo. Naprawdę. Ale jednocześnie proszę cię, byś pozwoliła mi ją odrzucić. Dam sobie radę, w końcu studiuję programowanie. Robię wszystko, by spełnić marzenie i w końcu tak się stanie. Ale proszę cię, byś pozwoliła mi osiągnąć moje cele krok po kroku, powoli, stopniowo… Proszę, nie pozbawiaj mnie tego procesu – dokończyła, siląc się na odwagę, by spojrzeć matce w oczy.
Gabrielle zacisnęła usta.
– Jak chcesz – odparła obojętnie, po czym podniosła się z miejsca. – Ruszam na spotkanie. Zorganizuj nam na wieczór jakieś jedzenie. Zamów coś lub ugotuj sama. Nie będę pozbawiać cię tej decyzji.
Podniosła torebkę z blatu i odeszła w stronę swojej sypialni, by się odświeżyć. Kayla zrobiła sobie kawę z ekspresu, a następnie wróciła do pokoju na resztę zajęć zdalnych. Zamknęła drzwi.
Nie cierpiała, gdy mama chciała załatwiać jej sprawy po swojemu. Wszelki opór kończył się właśnie tak jak rozmowa sprzed chwili – Gabrielle w końcu pozwalała córce decydować za siebie, ale zachowywała się jak głęboko urażona. Cóż, przynajmniej to był efekt końcowy, do którego w tym przypadku jeszcze daleko. Kayla liczyła się z tym, że wiele takich sporów przed nimi, zanim zostanie projektantką gier, a i wtedy pewnie będzie zmagała się z niechcianymi opiniami.
Poczuła ciężar na żołądku, jakby coś chłodnego opadło w głąb jej ciała. Wielokrotnie słyszała, że powinna być wdzięczna za pomoc od mamy, bo przecież tylu jej rówieśników zmagało się z zupełnym brakiem wsparcia ze strony swoich rodziców. Czuła jednak, że nie tak to powinno wyglądać. Chciała dojść do celu własną ciężką pracą, zaangażowaniem i nauką. Czy nie w tym powinna wspierać ją matka?
Gdy skończyła zajęcia popołudniem, zabrała się za przygotowanie obiadu. Rozmowa z mamą zniechęciła ją do zaangażowania się, jednak sama miała ochotę na makaron z sosem dyniowym. Dlaczego miałaby się pozbawiać tej przyjemności? Gotowe danie odłożyła do lodówki, by czekało na powrót mamy. Gabrielle miała dzisiaj jeszcze jedno spotkanie, zatem wróci później, a wtedy zjedzą wspólnie odgrzany posiłek. Może do tego czasu Kayla poczuje się, jak gdyby tamta rozmowa nie miała miejsca.
Ustawiła kuchennego robota, by załadował wszystkie naczynia do zmywarki i posprzątał kuchnię za nią. Czas zaoszczędzony na sprzątaniu mogła teraz przeznaczyć na jedną ze swoich ulubionych gier online – HEROLAIN.
Po całym dniu spędzonym przed biurkiem opadła na wpół pościelane łóżko w swoim pokoju i włączyła grę na telefonie. Gra miała swoją wersję mobilną, co może nie zawsze jej wystarczało, ale na takie momenty nadawało się idealnie.
Ekran startowy wypełniły animacje płomieni, z których po chwili wyłoniła się kobieca postać. Miała jasną cerę i zgrabną, wysportowaną sylwetkę. Jej długie, czerwone włosy z pasemkami w odcieniach blondu falowały za nią spięte w wysoki kucyk, jak gdyby podtrzymywały się w powietrzu jak płomienie. Jej strój był skąpy – jasnopomarańczowy top i krótkie spodenki zwieńczone były rdzawobrązowymi falbankami, a głęboki dekolt wykończony był koralowoczerwonym kryształem. Takie same kryształy widniały również u góry wysokich butów w kolorze zbliżonym do falbanek. Tuż nad kryształami buty okalał rząd materiałowych płatków kształtem przypominających łuski. Takie samo wykończenie miały skórzane bransolety noszone przez postać na obu rękach. Gdy płomienie rozpierzchły się, oko kamery zwróciło się ku jej twarzy. Blond kosmyki spływające z grzywki po obu stronach poruszyły się lekko, odsłaniając bystre, granatowe oczy oraz smukły, nieco haczykowaty nos. Postać uśmiechnęła się zadziornie, prężąc się dumnie na tle płomieni. Tuż obok niej pojawił się ognisty napis: BLAZE.
Zaraz potem postać Kayli znalazła się w Skyecrest, lądując przy drzewie fluksflorytu. Jej dwuczęściowy strój natychmiast zmienił się w złotą zbroję z ognistymi emblematami, a było to dzieło Kayli uwielbiającej tworzyć własne modyfikacje do gier. Chociaż Blaze była jej ulubioną postacią, o jej stroju nie mogła powiedzieć tego samego. Przynajmniej jeśli to ona byłaby Blaze, zdecydowanie bardziej wolałaby nosić epicką zbroję zapewniającą bezpieczeństwo – lub chociaż jakieś wygodniejsze ubrania, w których mogłaby się sprawnie poruszać. Zresztą nie tylko Blaze obdarowała innymi strojami – dla pozostałych postaci również przygotowała alternatywy, które później udostępniała do pobrania. Zawsze czuła satysfakcję, gdy spotkała innego gracza korzystającego z jej modyfikacji.
Odebrała codzienne bonusy i napisała na discordowym serwerze, że chętnie pograłaby z innymi, jeśli też byli online. Drużyna powoli zaczynała się zbierać, ale musiała poczekać na wszystkich. Umówili się, że wejdą wspólnie na planszę, której od jakiegoś czasu nie mogli rozegrać. Nienawidziła limitów czasowych!
Przy sprawdzaniu, kto z jej drużyny jeszcze się zalogował, natrafiła na nazwę swojego kolegi z serwera: rin_rain27. Miała nadzieję, że przeszedł już na poziom 15., od którego można było odblokować tryb wspólnego grania z innymi, ale niestety zatrzymał się na poziomie 12. Sprawdziła ostatnią planszę, na którą wchodził. „Ach, Anemone” – pomyślała Kayla, kiwając głową. Plansza była oznaczona w jego profilu jako porażka w walce. „Pewnie już zdążył się zniechęcić!” – stwierdziła w myślach i od razu napisała do niego na czacie, by dodać mu otuchy.
Większość znajomości Kayla utrzymywała tylko w Internecie. Łatwiej było jej rozmawiać z kimś, kto nie wiedział, że jej matka była prezeską korporacji – mogła być wówczas odebrana i oceniona wyłącznie przez pryzmat tego, kim była ona sama, nie jej matka. Mimo że wcale nie sprawiała wrażenia, że pochodziła z zamożnej rodziny, bo nie zakładała markowych ubrań i sama podcinała sobie włosy zamiast chodzić do fryzjera, gdy tylko ktoś dowiedział się o jej matce, zwykle zmieniał do niej nastawienie. Traktowano ją wtedy z dystansem, jak gdyby była kimś obcym, chłodnym, godnym podziwu – a przecież to nie jej sukces. Nieraz słyszała też, że wszystko, co osiągnęła w życiu, zawdzięcza właśnie Gabrielle.
Studenci plotkowali o niej lub też czasem konfrontowali się z nią, że nawet dostanie się na jeden z najlepszych uniwersytetów w Amiaferze było zasługą znajomości jej matki. Kaylę bolało to o tyle bardziej niż inne przykłady, że sama poświęciła mnóstwo czasu i energii na pilnym uczeniu się i sukcesach w edukacji, które miały umożliwić jej studiowanie programowania i spełnienie marzenia o projektowaniu własnych gier online. Żadna z tych osób nie wiedziała, jak ciężko było jej się skoncentrować na jednej rzeczy dłużej niż minutę, jak słowa rozmazywały jej się przed oczami i zdawały się rozdzielać się na sylaby, jak podle czuła się, kując materiał na pamięć, by tylko dostać najlepszą ocenę i wpisać się w oczekiwany od niej schemat. Nikt nie mógł wykonać tej pracy za nią, a i to można było jej tak łatwo odebrać z taką narracją.
Ciekawe, co by powiedział Rin, gdyby się dowiedział. Czy też zacząłby ją traktować inaczej? Z jednej strony czasem czuła nieodpartą chęć, by mu wszystko opowiedzieć i przedstawić się w pełnym świetle, a z drugiej wolała nie odsłaniać żadnych prywatnych szczegółów ze swojego życia. To właśnie anonimowość dodawała jej najwięcej pewności siebie, dzięki czemu mogła mieć znajomych chociaż w Internecie. Od studentów ze swojej uczelni mogła uciec, wybierając większość zajęć w formie zdalnej. Od znajomych graczy HEROLAIN nie chciała uciekać.
Po krótkiej rozmowie z Rinem jej drużyna była gotowa, by wspólnie wejść na planszę. Czuła podekscytowanie, gdy mogła dać się pochłonąć rozgrywce swoją ulubioną postacią ze zwinnymi ruchami i zadziornym charakterem, która w każdej chwili była gotowa spalić wszystko na popiół. Jej moce łatwo mogły stać się destrukcyjne, dlatego trzeba było wyczuć odpowiedni moment i atakować z właściwym naciskiem.
Gracze ledwo co wkroczyli na planszę, już rozprawili się z przynajmniej jedną trzecią przeciwników. Kierowana przez Kaylę Blaze zdawała się tańczyć między płomieniami, celnie ciskając je we wrogów, by zaraz potem płynnie odskoczyć w inne miejsce. Zwykle wystawiała się na atak w większym skupisku przeciwników – wiła się między nimi jak ognisty smok, stopniowo zwiększając pole rażenia swoich płomieni. Postać wykrzykiwała przy tym różne nazwy swoich ataków, jak Ognista pieczęć! czy Płomienny pocisk! Kayli nieraz zdarzało się wołać razem z nią.
Po przejściu pierwszego etapu planszy kolejny poziom ładował się nieco dłużej niż zwykle. Kayla jęknęła ze zirytowaniem, podnosząc się z łóżka, by zerknąć na router pod swoim biurkiem. Zanim zdążyła sprawdzić łącze, ekran telefonu nagle rozbłysnął ostrym lazurowym światłem. Poczuła przeszywający ból głowy zmuszający ją do zamknięcia oczu.
Jakie było jej zdziwienie, gdy w jednej chwili znalazła się w dziwnym miejscu wypełnionym tajemniczym światłem i latającymi wokół niej kryształkami. Zaraz potem poczuła się niekomfortowo i spojrzała w dół. Wydała z siebie niemy okrzyk, gdy zobaczyła samą siebie w skąpym stroju Blaze, który nosiła w grze oryginalnie.
– Wiedziałam, że to cholerstwo jest niewygodne! – krzyknęła triumfalnie, sama nie wiedząc, do kogo. – Jak wojowniczka miałaby się w tym poruszać? Wszystko się we mnie wżyna… Gdzie są moje cudowne modyfikacje?
Może mogłoby wydawać się to absurdalne, że w tej chwili skupiła się akurat na zmianie ubrania, ale czuła, jak zbyt ciasne szorty nie pozwalały jej myśleć racjonalnie. Wtem jednak pojawił się przed nią jasny hologram, w którym rozpoznała panel z folderem.
– Chwila… modyfikacje? Pokaż mi modyfikacje! – rozkazała panelowi, który posłuszne wyświetlił listę plików. – O ja cię! Tu naprawdę są moje dzieła, świetnie! Który to był plik?...
Odnalazła złocistą zbroję, którą uwielbiała widzieć w grze, ale uznała, że sama nie chciałaby jednak teraz się w nią wbijać. Na szczęście stworzyła mnóstwo innych alternatyw – nie była pewna, co się stanie, ale wcisnęła nazwę jednego z plików. Poczuła mrowienie na całym ciele i przez moment serce podeszło jej do gardła, lecz za chwilę było jej o wiele wygodniej. Zamiast topu i szortów nosiła teraz zwiewną bluzkę z falbanką bez rękawów oraz luźne purpurowe spodnie wciągnięte w środek oryginalnych skórzanych butów Blaze. Oprócz nich miała na sobie również jej skórzane rękawice.
– Uff, o wiele lepiej… – westchnęła. – Dobra, to ktoś mi powie, gdzie ja jestem?
Rozejrzała się wokół, nie oczekując odpowiedzi, jednak zaraz potem odezwał się przestraszony i zirytowany głos:
– Nie no, kolejna?!
Komentarze
Prześlij komentarz