I: Wciągająca gra – dosłownie!

 Rin miał zupełnie zwyczajny dzień – to znaczy, do momentu, gdy został superbohaterem.

Dzień, w którym zyskuje się nadludzkie zdolności, by ratować świat, powinien mieć przynajmniej niezwykły lub wzniosły początek, ale w przypadku Rina tak nie było. To był najzwyklejszy dzień, jaki mógł mieć każdy inny przeciętny człowiek żyjący w roku 2055.

Rin jak zwykle przebudził się wcześnie rano, a z łóżka wstał dopiero, gdy jego budzik wybił już piątą drzemkę. Odbył rutynowe czynności łazienkowe, ubrał się w dżinsy i fioletową bluzę, którą nosił już drugi tydzień; zjadł spalonego tosta na śniadanie, bo znów zagapił się w telefon, a potem przewiesił torbę przez ramię i pospiesznie wyszedł z mieszkania. 

Gdyby było go stać na teleporter, nie musiałby gnać w pośpiechu na przystanek tramwajowy, jednak nowa technologia była dostępna raczej dla tych zamożniejszych. Rin ruszył tramwajem na uczelnię, gdzie większość dnia spędził na zgłębianiu programowania i unikaniu kontaktu z innymi ludźmi, a następnie wczesnym wieczorem wrócił prosto do mieszkania. Zdjął buty, zrzucił z głowy kaptur od bluzy i przeczesał dłonią bujne, czarne włosy, które uwolnione od kaptura znów zaczęły niesfornie sterczeć. Rzucił torbę w kąt pokoju, po czym podszedł do biurka i włączył laptop. Nastawił do załadowania swoją ulubioną grę – HEROLAIN – i czmychnął szybko do kuchni zrobić herbatę. Z głośników popłynęła energiczna muzyka rozpoczynająca intro gry i odezwał się głos lektora:

Witajcie w Skyecrest!

Ekran wypełniła grafika przedstawiająca lewitującą wyspę zawieszoną w przestworzach. W samym jej centrum rozrastało się potężne drzewo z masywnymi korzeniami przecinającymi całą wyspę. Było tak ogromne, że rzucało cień na niemal całe znajdujące się tam miasto z gęstą zabudową.

Na dole ekranu pojawił się napis:

Skyecrest, miasto zlokalizowane w pobliżu: gdzieś. Miasto w chmurach.

Następny kadr pokazał dokładniej wielkie drzewo, dzięki czemu można było spostrzec, że zamiast liści wyrastały z niego jaskrawe, lazurowe bryłki jakiejś substancji emanującej jasną poświatą. Drobinki tej substancji przelatywały swobodnie właściwie przez całe miasto, jak gdyby kursowały od drzewa i z powrotem, przepełniając powietrze energią. Narrator kontynuował:

Miasto Skyecrest znane jest z największego skupiska fluksflorytu na świecie. Chociaż fluksfloryt nie rośnie na drzewach, jego cząsteczki z jakiegoś powodu lubią osiadać na tym właśnie drzewie w Skyecrest. Fluksfloryt jest minerałem zawierającym fluks – ciągle zmieniającą się energię przepływającą przez świat. Fluksflorytu jest na świecie pełno i można go spotkać w przeróżnych formach.

Potem intro przedstawiło ludzkie sylwetki, do których zlatywały się i przylegały coraz to kolejne bryłki substancji. Jak było wyjaśnione dalej:

Nie tak dawno odkryto, że cząsteczki fluksflorytu mogą także osiadać w ludzkich duszach. Nie każdy jednak jest na to podatny – mówi się, że taka zdolność to dar, lecz jeszcze jakiś czas temu nie była uważana za normalność. Z tego powodu ludzie zdolni wchłaniać fluksfloryt ukrywali się w społeczeństwie. Fluksfloryt obdarza nadludzkimi zdolnościami takimi jak latanie, niewidzialność, manipulacja siłami przyrody… cała masa różnorodnych mocy.

Przez ekran przemknęło kilkoro ludzi wykonujących niesamowite rzeczy: kobieta przemieniła się w kolejno w kilkoro ludzi stojących przed nią w kolejce, mężczyzna zawirował w powietrzu dzięki kontroli wiatru, a dwoje małych dzieci uniosło razem dwupiętrowy dom.

Ludzie z tą zdolnością nazywali siebie fluksabsorami, lecz dla wielu byli dziwadłami. Potworami. Ujawnili się światu całkiem niedawno, podczas 115-letniej wojny.

Wojna pochłonęła miliony ofiar, a fluksabsorzy postanowili użyć swoich mocy, aby przynieść światu pokój. Gdy walki wreszcie się zakończyły, świat wkroczył w nową erę, w której fluksabsorzy wreszcie odnaleźli swoją rolę.

Tak oto powstał HEROLAIN – organizacja fluksabsorów mająca na celu utrzymywanie pokoju na świecie potrzebującym odbudowy po wojnie. Na wysokości zadania stoi drużyna najsilniejszych członków!

Na scenę wkroczyło czworo postaci podpisanych jako Rain, Blaze, Bolt i Siren.

We czwórkę zrobią wszystko, by chronić tych, którzy potrzebują ich pomocy, i powstrzymać VILLAINAR, organizację fluksabsorów pragnących kolejnej wojny! Dołącz do HEROLAIN i ratuj świat już dziś!

KLIKNIJ, ABY ROZPOCZĄĆ GRĘ…

Chwilę później Rin wrócił do pokoju z kubkiem gorącej herbaty i paczką chipsów w rękach. Odstawił rzeczy na biurko, po czym rozsiadł się wygodnie na krześle, poprawił okulary i wcisnął start gry, by zaraz potem energicznie uderzać w klawiaturę i wykrzykiwać przeróżne wyzwiska w stronę przeciwników atakujących jego postać w grze. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo zza ściany zagrzmiał męski głos:

– Ciszej tam! Przez te ściany wszystko słychać!

Rin natychmiast sięgnął po słuchawki i, speszony, odkrzyknął sąsiadowi:

– Przepraszam, już będę cicho!

Na ekranie pojawiła się postać mężczyzny z jasną cerą, zarostem i turkusowymi włosami z wdzięcznym loczkiem opadającym na czoło. Patrzył prosto w kamerę przenikliwym wzrokiem bijącym z pomarańczowych tęczówek, a ubrany był w miętowozieloną koszulę, zapinaną kamizelkę w odcieniu zgniłej zieleni, szmaragdowozielone, luźne spodnie oraz wysokie buty z brązowej skóry. Nosił również pas oraz rękawice, najwidoczniej wykonane z tego samego materiału, a na ramionach miał po dwa zakrzywione kolce. Wykonał kilka ruchów, przybierając różne pozy akcji, a zaraz potem pojawił się nad nim niebieski napis RAIN.

Rain był ulubioną postacią grywalną Rina. Początkowo przykuł jego uwagę ze względu na podobnie brzmiące imiona, ale szybko polubił jego styl rozgrywki. Rain był fluksabsorem potrafiącym przywołać rozmaite wodne duchy, z których każdy miał specyficzne zdolności, co czyniło rozgrywkę zdecydowanie bardziej różnorodną. Trzeba było jednak dokładnie przemyśleć swój wybór, bo czym silniejszy duch, tym więcej energii musiał zużyć Rain do przyzwania go. Rinowi podobało się dostosowywanie pomocnika do sytuacji, choć nieraz jeszcze dobierał ich nieadekwatnie. Nigdy nie uważał się za wybitnego gracza, a mimo wszystko HEROLAIN pomagał mu się odstresować po całym dniu nauki. Właśnie z rozmachem ubił dwa ostatnie potwory na planszy, co uznał za naprawdę relaksujące. Teraz pozostało mu już tylko zmierzyć się z finałowym bossem.

Na ekran wskoczyła półprzezroczysta sylwetka młodej kobiety z długimi włosami spiętymi w dwa kucyki. Unosiła się w powietrzu, które wirowało wokół niej, tym samym obracając w kółko zarówno jej fryzurę jak i rąbek zwiewnej sukienki. Obok postaci pojawił się komunikat: ANEMONE, fluksabsorka należąca do VILLAINAR. Uwaga na ataki znienacka – dysponuje mocą niewidzialności!

Komunikat nie kłamał – Anemone była zwinna i szybka, co pozwoliło jej zaatakować Raina kilkakrotnie; za każdym razem z innego miejsca. „Więc to jej atak specjalny? Najgorzej, ja zawsze mam opóźniony zapłon!” – jęknął w myślach Rin, pochylając się głębiej nad klawiaturą. „Jak ją zaatakować?”

Początkowo tylko odskakiwał Rainem, unikając ciosów Anemone zamachującej się na niego znienacka sztyletem, a gdy już uznał, że zapamiętał jej sekwencję pojawiania się, przystąpił do ataku. Na sam początek przywołał Drip-Dropa – niskiego ducha uformowanego z wody. Miał na głowie coś na wzór włosów związanych w kitkę, małe bystre oczka i zadarty nos. Zaczaił się na Anemone, a gdy wyskoczyła z nicości, szybko posłał w jej stronę wodną kulę. Niestety atak nie przyniósł jej większych obrażeń, bo znów zdążyła szybko zniknąć.

Rin spróbował zaatakować jeszcze kilka razy i choć udawało mu się trafiać, do tej pory to Rain odniósł więcej obrażeń niż jego przeciwniczka. Westchnął, marszcząc nos. Nie lubił przegrywać; zaczął już czuć irytację i chęć poddania się. Sięgnął po garść chipsów i nerwowo je pochłonął. Nie miał jeszcze zbyt wysokiego poziomu, więc na razie miał do wyboru tylko dwa wodne duchy. Chociaż nie uważał tego za najlepszy pomysł, przywołał kolejnego pomocnika, dając Drip-Dropowi odpocząć.

Na planszy pojawił się Tearodore – smukły wodny duch z opadającą na twarz grzywką i łzą na policzku. Był ubrany we frak i eleganckie błyszczące buty. Gdy tylko pojawił się przed Anemone, zaniósł się płaczem, a jej sylwetka zamigotała na chwilę. Umiejętnością specjalną Tearodore’a był… no cóż, smutek. Spowalniał przeciwników swoim smutkiem, co może byłoby przydatne w przypadku kogoś tak szybkiego jak Anemone, gdyby Rin nadążał zamieniać szlochającego Tearodore’a z walczącym Drip-Dropem, zanim Anemone ponownie znikała z ekranu i pojawiała się tuż za nim ze swoim sztyletem. Rin musiał to przyznać – niezbyt sobie radził w sytuacjach wymagających zręczności. To on wolał walczyć z ukrycia, by w ten sposób zyskać przewagę. 

Desperackie próby pokonania Anemone spełzły na niczym – chociaż doznała obrażeń, to Rain poległ w walce pierwszy. Rin zmarszczył czoło, gdy na ekranie pojawiła się animacja jego porażki. Nieprzewidywalna walka, podczas której musiał tak szybko reagować, zirytowała go do tego stopnia, że nie czuł już chęci do dalszej gry. „Może powinienem najpierw levelować i odblokować Tsunami? Z nią zadam Anemone taki damage, że nawet nie zdąży do mnie podbiec!” – pomyślał.

Już zamierzał wyłączyć grę, gdy nagle w rogu ekranu pojawiła się nowa wiadomość. Uniósł brwi do góry, a kąciki jego ust drgnęły.


its_kaykay: Już się poddajesz, bohaterze? Jesteś online dopiero od 15 minut, no weź…


Napisała do niego KayKay – znajoma z serwera na Discordzie dla fanów HEROLAIN. Nie wiedział o niej zbyt wiele – poza tym, że była dziewczyną nieco młodszą od niego i studiowała informatykę – ale lubił z nią rozmawiać o grze i wymieniać się z nią memami.


    Odpisał od razu.

 

rin_rain27: Hej, Kay, jak się masz?


its_kaykay: Uprzejmy jak zwykle. Nie poddawaj się tak łatwo! Prawie już wszedłeś na poziom 15.! Jeszcze trochę EXP i będziemy grać w multiplayerze!


rin_rain27: Ciągle tak niewiele mi brakuje, żeby w końcu z tobą zagrać. Bardzo przydałaby mi się twoja pomoc.

 

Spojrzał na jej statystyki. Od czasu, gdy rozmawiali ostatnio, zdążyła przejść o kolejne dwa poziomy w górę – była już na 30., podczas gdy on tkwił na 12.


its_kaykay: Co za wymówka! Sam świetnie sobie radzisz, nie potrzebujesz mnie. Za mało w siebie wierzysz!


rin_rain27: No nie wiem… z Anemone mi nie poszło.


its_kaykay: Spokojnie, próbowałeś dopiero raz! To przeciwniczka na twoim poziomie – nic, z czym nie dasz sobie rady. Chciałbyś tak od razu atakować kimś dwukrotnie silniejszym od niej…


rin_rain27: Oczywiście. Byłoby łatwiej i szybciej, a do tego w końcu bym cię dogonił.


its_kaykay: Oj, tego chyba jeszcze długo nie zdołasz!


Zaśmiał się na głos przed ekranem. KayKay zawsze emanowała zadziornym charakterkiem i pewnością siebie. Niektórzy członkowie serwera na Discordzie uważali ją za zarozumiałą i irytującą, ale Rinowi jej sposób wyrażania się nie przeszkadzał. Nie znał jej prawdziwego imienia, nie wiedział, jak wyglądała, skąd pochodziła, ani co lubiła robić poza graniem w HEROLAIN i tworzeniem modyfikacji do gry – nie dbał o to. Mimo wszystko wydawała mu się bardziej prawdziwa niż inni studenci z jego grupy. Od początku studiów nie udało mu się nawiązać z nikim głębszej relacji niż „cześć” wymieniane ze sobą nawzajem na korytarzach. 

 

„Mama powiedziałaby, że zamykam się w nierzeczywistym świecie, a to niebezpieczne… ale chyba wszedłem w ten świat już zbyt daleko, by odnaleźć drogę powrotną” – pomyślał posępnie, po czym zorientował się, że od minuty nie odpisał na wiadomość KayKay.

its_kaykay: Ale nie ma rzeczy niemożliwych. Tak mówią, a ja nieustannie to testuję!

Uśmiech znów pojawił się na twarzy Rina.

rin_rain27: W końcu i mnie się uda… może.

its_kaykay: Ty znowu swoje… To ty jesteś niemożliwy!

Roześmiał się na głos. Oczywiście, że takie rozmowy były o wiele łatwiejsze niż zawiązywanie relacji na żywo. Mógł sobie wyobrazić dowolny ton głosu, mimikę twarzy, podejście do niego. Rozmawianie z KayKay z jednej strony cieszyło go, a z drugiej – smuciło. Może lepiej byłoby zobaczyć jej prawdziwy wyraz twarzy i usłyszeć jej prawdziwy głos, niezależnie od tego, czy byłby wspierający czy oceniający. A może studenci z jego uczelni też okazaliby się pełni entuzjazmu i sympatii, gdyby tylko dał im szansę. 

its_kaykay: Ja już uciekam – moja drużyna w końcu zebrała się na wspólne granie!

rin_rain27: Jasne, bawcie się dobrze! Może niebawem do was dołączę.

its_kaykay: Powodzenia z Anemone! A tak serio, to daję ci czas do jutra. Lepiej, żebyś szybko pokonał tę Ancymonkę i wbił kolejny poziom, bo zacznę myśleć, że specjalnie to przeciągasz, żeby ze mną nie grać.

Po tej wiadomości wysłała szydercze emoji pokazujące Rinowi język.

rin_rain27: Stare dobre motywatory – deadline i szantaż emocjonalny.

its_kaykay: No właśnie. Nie zepsuj tego!

Po tych słowach wyszła z czatu, a jej nick podświetlił się na niebiesko, co oznaczało, że weszła na jakąś planszę. Rin westchnął.

„No dobra, Ancymonko – pomyślał – koniec uciekania. Sama widzisz, że muszę cię dopaść.”

Schrupał kolejną garść chipsów, wytarł ręce w bluzę, po czym podjął kolejną próbę pokonania Anemone. 

Ledwo co wszedł na planszę, nagle dopadł go potworny ból głowy. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego – cały ekran laptopa przejęło tak oślepiające lazurowe światło, że Rin musiał odwrócić wzrok, bo ból głowy stał się jeszcze silniejszy. Gdy otworzył oczy ponownie, zamarł na chwilę w przerażeniu. Nie wiedział, gdzie jest, ale jedno było pewne – już nie siedział przed laptopem w swoim pokoju.

Lazurowe światło obejmowało go zewsząd, stopniowo odsłaniając resztę otoczenia. Dookoła wirowały rozjarzone bryłki dziwnie przypominające fluksfloryt, a co więcej, formowały się w różne kształty, by za chwilę znów się rozłączyć i utworzyć inny wzór z kolejną partią. Rin spojrzał pod nogi, przez co na moment serce podeszło mu do gardła. Pod sobą ujrzał bezdenną czeluść nieustannie poruszających się lazurowych bryłek, jak gdyby został zawieszony w jakiejś substancji.

Nie miał pojęcia, na czym właściwie stał – pod stopami widział tylko swój cień. Gdy skupił wzrok na nogach, dostrzegł, że nosił brązowe, skórzane buty i zaczął się oglądać. Zaraz, ta zgniłozielona kamizelka, te skórzane rękawice, pas… Rin zdał sobie sprawę, że był ubrany identycznie jak postać Raina. Odruchowo sięgnął do nosa, by nerwowo poprawić okulary, gdy zrozumiał, że wcale ich nie nosił, a jednak widział wszystko wyraźnie. Pomyślałby, że w swojej determinacji musiał grać do późna, by pokonać Anemone i zasnął nad laptopem, a że tak wczuł się w grę, teraz śniło mu się, że sam stał się Rainem – jednak miał jakieś niepokojące przeczucie, że to wcale nie był sen. Skupił całą swoją wolę, by się uspokoić. 

– Jeśli to sen – odezwał się lekko rozdygotanym głosem – to muszę szybko się obudzić…

Wtedy jednak wyraźnie usłyszał zaniepokojony kobiecy okrzyk:

– O, Boże, Heiner… Sprowadziliśmy przypadkowego gracza.

Komentarze